Strona główna · Wskazówki dla jąkających · Autoterapia jąkania · Forum · Jak pomóc osobie jąkającej? · FAQ · Kontakt
Kluby J
Czat
Czatuje: 0 użytkowników
Materiały archiwalne
Ekstremalne odczulanie - Heather Grossman
Obrazek

Ekstremalne odczulanie - Heather Grossman

Kiedy opisujemy kogoś jako "wyczulonego" na coś, mamy na myśli to, że ta osoba reaguje na dany bodziec mocniej niż można by się tego spodziewać. Kiedy "przyzwyczaimy" się do bodźca (przykładowo przyzwyczajamy się pewnego dźwięku pochodzącego ze środowiska, jak np. wydawany przez pociąg), nadal wyczuwany jego obecność wokół nas, ale nie reagujemy już tak intensywnie na niego. Przez to, że jesteśmy wystawieni na ciągłe działanie bodźca stajemy się osobami, które "przywykły" do niego. Jako społeczeństwo znieczuliliśmy się na przemoc, przykładowo przez ciągłe eksponowanie przemocy przez media.

Odczulanie na jąkanie obejmuje redukowanie negatywnych emocjonalnych reakcji, które pojawiają się u osoby podczas zająknięć lub nawet gdy przewiduje możliwość wystąpienia jąkania. Dopóki klient nie będzie w stanie w pełni doświadczyć własnego jąkania, tak długo nie będzie w stanie go modyfikować. Podobnie, kiedy ktoś musi pokonać swój strach przed wodą i musi być w stanie wejść do basenu, jeśli chce nauczyć się pływać. Jeśli ktoś chce z powodzeniem używać np. pull-outs (techniki "wyciągnięć"), musi wcześniej osiągnąć zdolność do jąkania bez uników czy zmagania się, bez próbowania z całych sił uciec od zająknięcia.

Istnieją różne procedury pomocne w procesie odczulania się.

Do nich można zaliczyć:
  • Umyślne jąkanie
  • Ogłaszanie/Ujawnianie własnego jąkania
  • Stawianie czoła sytuacjom, których się obawiamy


  • "Ekstremalne" odczulanie to czynności obejmujące kompletne wyzwania, w których klienci radykalnie konfrontują się z własnym jąkaniem w sposób, który pomaga im przeramować ich oczekiwania i obawy. Co więcej, te czynności również dostarczają okazji do bawienia się doświadczając momentów jąkania, i wielu klientów uważa tę cechę za krytyczną, kiedy przychodzi do redukcji negatywnych odczuć, które przypisują do jąkania.

    Niektóre z tych aktywności to:
    1. Wykonywanie telefonów z intencją jąkania się tak mocno, aby "zmusić" drugą osobę do odłożenia słuchawki. Wiele osób jąkających obawia się tego, że ktoś może zakończyć rozmowę w ten sposób, lub tego, że ktoś może odejść, kiedy one będą próbowały wypowiedzieć się. Kiedy intencją kogoś będzie DOPROWADZENIE do tej sytuacji, osiągnięcie takiego rezultatu i zdanie sobie sprawy, że można to zwyczajnie znieść, stanie się niesamowicie wzmacniające.
    2. Realizowanie dziwacznych wyzwań używając umyślnego jąkania. Zachęcamy klientów do tworzenia zabawnych wyzwań dla nich samych, w których planują jakiej formy jąkania będą używać. Przykładowo może to być zadawanie niezwykle komicznych pytań sprzedawczyni w sklepie. Ostatnio jeden nastolatek otrzymał wyzwanie zapytania, która z portmonetek Kate Spade pasowałaby do jego koszulki (przyp. jakaś marka bardzo drogich torebek znana w USA i w naszych warunkach, to nie jest ani trochę śmieszne), a inna kobieta zdecydowała się używać umyślnego jąkania, podczas gdy próbowała się dowiedzieć, które z pary patelnia lub wok, stanowiłoby lepszą broń!
    3. Ujawnianie jąkania "Głośno i Dumnie!" Możliwość rozmawiania o jąkaniu obiektywnie, bez bagażu negatywnych emocji, jest niezwykle pomocna. Jąkający się często tracą mnóstwo czasu i energii próbując ukrywać własne jąkanie, co później doprowadza do narastania negatywnych emocji, myśli i zachowań. Ten negatywny cykl może zostać osłabiony przez zachęcenie klientów do przeprowadzenia wielu sondaży/badań związanych z jąkaniem. Na początku najczęściej zaczynają od odpytywania przyjaciół i rodziny, a potem stopniowo dochodzą do ankietowania przypadkowych nieznajomych i grup. Klienci zauważają, że słuchacze najczęściej nie reagują na jąkanie w tym kontekście i również zaczynają zdawać sobie sprawę, że kiedy ludzie odchodzą, to najczęściej powód nie jest ani trochę związany z jąkaniem.
    4. Pod koniec procesu odczulania, modelujemy i zachęcamy klientów do ukończenia "wyzwania w metrze." W tym wyzwaniu głośno ogłaszają w zatłoczonym metrze, że są osobami jąkającymi się pracującymi nad mową i będą szczęśliwi, jeśli będą mogli odpowiedzieć na jakiekolwiek pytania dotyczące jąkania. Wielu opisuje ten krok jako ostateczny, doprowadzający do osiągnięcia otwartości związanej z jąkaniem, i do bycia w stanie myśleć i mówić o jąkaniu w sposób mniej emocjonalny.
    Extreme Desensitization by Heather Grossman


    Jako uzupełnienie dodam tylko bardzo krótki fragment jednego z wykładów Charles Van Ripera:
    Identyfikowanie się i odczulanie będzie postępowało przez całe życia lub do momentu wynalezienia lekarstwa na organiczność (ang. organicity, zob. zaburzenia psychoorganiczne), które pozwoli jąkale całkowicie zatrzymać jąkanie. Dopiero po odczuleniu się jąkała może włożyć rękę do ogniska i dotknąć własnego jąkania bez poparzenia się.
    Komentarze do artykułu: "Ekstremalne odczulanie - Heather Grossman"
    dru
    avatar
    Dodane dnia 26-10-2012 12:24 #1
    Punkt 1 i 3 są OK (3 jest oczywisty i nie ma nic z ekstremalności).

    2 budzi zastrzeżenia - po cholerę dodawać tu aspekt komiczny? Zróbmy coś a la Jackass może, odczulimy się jeszcze bardziej!

    Punkt 4 - wyzwanie w metrze - kategorycznie odrzucam i bezwzględnie odradzam. Takie epatowanie ułomnością, tego typu ekshibicjonizm (nie mylić z otwartością!) jest dobrze widziany w USA, lecz zdecydowanie nie w Europie...

    Kontekst kulturowy też się liczy.

    Co do Van Riperowskich zaburzeń psychoorganicznych - wiem, on sam uważał, że istnieje poziom jąkania (jakanie pierwotne), różny w różnych przypadkach, poza który nie można już wyjść, nie można bardziej upłynnić mowy. Bardzo aprioryczne, niepodparte dowodami założenie, proste do obalenia - choć bardzo pomocne przy jego terapii (łatwiej pogodzić się z czymś, czego nie można pokonać...)
    monopix
    avatar
    Dodane dnia 26-10-2012 16:04 #2
    Odczulanie, jako zlapanie dystansu do jakania, czy czegos tam innego, jest bardzo fajna metoda, na przyspieszenie procesu akceptacji/obserwacji czy czegos w tym stylu, zwal jak zwal.. Jakies tam doswiadczenie w takim przelamywaniu mam, czasem wiele miesiecy przerabialem jakis temat pare razy w tygodniu po pare godzin bez rezultatow, a innym razem `pam` i jak bym znalazl sie na innej planecie, gdzie nie ma problemow.. nie chce mi sie na nowo pisac swoich historii. W kazdym razie duzo zalerzy od.. podejscia. Nie chodzi o tematy takich wyzwan, bo zrobic mozna naprawde wszystko, ten 4 punkt o ktorym dru mowil, tez nie ma znaczenia, robilem tez dosc podobne rzeczy.. Raczej chodzi o to, aby polaczyc to o czym ostatnio napisal Rafal24, z tym o czym tutaj jest napisane. Wtedy moze to dac bardzo szybkie efekty. Dodal bym moze jeszcze szczypte tego o czym napisalem Rafalowi24 odnosnie pozytywnych intencji i metoda jak dla mnie calkiem skuteczna. Chociaz raczej bardzo trudna do grupowych terapii. Mysle, ze indywidualnie tutaj jest szerokie pole do popisu, poniewaz rozbierznosci pomniedzy ludzmi odnosnie swiadomej obserwacji, przywiazania do lekow, niecheci/nienawisci do ludzi moga byc spore, a wrecz trudne do pokonania, bez indywidualnego skupienia sie na dostowowaniu metody do konkretnych problewmow. Niektorzy wogole beda mieli problem z zalapaniem o co chodzi w swiadomej obserwacji (raczej wiekszosc ludzi), inni beda mieli tak bardzo zakorzeniona fobie spoleczna, ze nie podejda do osoby na ulicy i nie beda sie przy niej specjalnie jakac, czy wolno mowic, nawet przy prostych pytaniach o godzine, czy ulice. Przy niewlasciwym dobraniu glebokosci wody, ktos moze sie utopic, zamiast nauczyc plywac ;)

    @Dru
    Kontekst kulturowy nie ma tutaj wiele do znaczenia, do puki ktos nie poczuje sie zagrozony, nie zaatakuje. Mozna zrobic bardzo duzo,, ale zalerzy od Twojego nastawienia. Mialem pare sytuacji gdy ktos chcial mnie pobic, czy wziol cos za bardzo do siebie. Wieksosc takich saytuacji to byla moja wina. Mialem zle podejscie, mialem w sobie gdzies tam troche zlosci i taki byl efekt. Innym razem jak nie mialem zlosci i jakis 2 kolesi podeszlo do mnie, nie w celach towarzyskich.. nie minelo 40 sekund.. w sumie nic przez ta chwile sie nie wydarzylo.. ale rezultat byl taki, ze obsejmujac ich powiedzialme co maja robic i wskazalem gdzie maja isc i poszli.. sami chyba nie wiedzieli co sie dzieje. Na paredziesiat razy jakie podchodzilem do obcych kobiet na ulicy obejmujac je i caluja w policzek, mowiac czesc. Tylko raz, czy dwa byl zong, i to tez byla moja wina. Bardzo duzo zalerzy od Twojego nastawienia, glebokich intencji. Im bardziej sie jest napietym (wiecej niecheci, zlosci, itp) tym bardziej ludzie czuja sie zagrozeni. Z tego powodu lepiej stopniowac sobie wyzwania ;) No i oczywiscie nie robic niekomu krzywdy.

    Aspekt komiczy jest bardzo przydatny, do rozladowania swojego i innych napiecia. Dodatkowo usmiech jest takze mowa.. smiejac sie mowisz cos do innych. Smiech budzi dobre skojarzenia. Latwiej jest wykonac cos nie powaznie, niz powaznie. :cool:
    neokid
    avatar
    Dodane dnia 27-10-2012 00:31 #3
    Jeśli chodzi o drugi punkt, to myślę, że ten dodatek w postaci sprowokowania komicznej sytuacji jest bardzo ważny. Metoda umyślnego jąkania jest bardzo oklepana, a to jest taki powiew świeżość. Poza tym pozwala spojrzeć na jąkanie z jeszcze innej perspektywy niż w przypadku zwykłego pseudojąkania.

    W trzecim punkcie ekstremalność zawiera się pewnie w słowach "Głośno i Dumnie!" Inna sprawa jeśli ktoś przechodził chorą terapię w naszym kraju, to na nim to nie zrobi wrażenia. Na mnie samo ujawnianie robi.

    A co do czwartego to sam też bym się raczej nie zdecydował. Inna mentalność ludzi.

    Ważne jest to, że tłumacząc nie muszę się zgadzać z autorem oryginalnego tekstu w 100%. Właściwie to nigdy tak nie jest i myślę, że to jest ok. No i IMO sam wstęp jest dużo ważniejszy niż te przykładowe aktywności. To właśnie ze względu na trzy pierwsze akapity zdecydowałem się go przetłumaczyć.

    @dru proste do obalenia
    W takim razie spróbuj obalić. Nie no, nie o to chodzi. Jak zwykle niepotrzebnie patrzysz na jąkanie przez pryzmat upłynniania mowy. Van Riper na pewno tak nie uważał, nie ma granicy upłynniania mowy. Tu chodzi zupełnie o coś innego. Zresztą sam Van Riper mówił i jego współpracownicy to potwierdzali, że jego jąkanie było niesamowicie nasilone, miał bardzo częste i mocne mimowolne skurcze (czy jak on to określał tremor). A przecież doszedł do poziomu, gdzie jego płynność, czy ogólnie sprawność mowy, przewyższała tę, którą można spotkać u przeciętnej osoby, która jest naturalnie płynna. Można w necie znaleźć sporo nagrań wykładów, itp. Van Ripera. Np. ten wywiad z 1975 http://www.intech.mnsu.edu/...riper1.wma
    Dlatego nie chodzi tu o płynność.
    dru
    avatar
    Dodane dnia 02-11-2012 16:17 #4
    Neo, jak zwykle niepotrzebnie patrzysz na jąkanie przez pryzmat akceptacji :)

    Nie, te 2 elementy należy połączyć. Muszą iść równolegle. Z kilku względów.

    1. Nie uważam za możliwe zaakceptowanie jąkania uniemożliwiającego komunikację.
    2. Nie uważam w ogóle za możliwe zaakceptowanie jąkania W PEŁNI; jakaś, choćby otorbiona, zadra zostaje w psychice - nie wiem, moje zdanie. Spotkałem się z opinią, którą - jak zawsze z zastrzeżeniami - dzielę, że van Riper jest terapią dla ludzi o bardzo dużej samoświadomości. Wysuwając na I plan akceptację zawężamy grono potencjalnych beneficjentów do minimum.
    3. Van Riper upłynnił swą mowę ćwiczeniami (modyfikacje bloków e.t.c.). A i tak szlochał brzósce, której obiecywał za młodu zbawienie od jąkania, że celu nie osiągnął ("Ostatnie przemyślenia o jąkaniu")
    3. Zraża to większość ludzi (dlatego, że przechodzili te 'chore terapie' w naszym kraju i wzrośli - i wzrastają, vide konferencja Chęćka - w poczuciu, że z jąkaniem należy bezwzględnie walczyć) do metody. Strona marketingowa też gra rolę. "Nietoperz to szczur z lepszym PR" :lol:
    Idę na terapię, aby coś zmienić. Jeśli na wstępie mówią mi, że mam to zaakceptować, żegnam się. Tu trzeba wyczucia i delikatności. I nauki metod upłynnienia.

    Btw, metoda umyślnego jąkania jest bardzo oklepana?! Tylko dlaczego prawie nikt, jeśli ktoś w ogóle, jej nie stosuje... Już ona budzi żywy sprzeciw w środowisku - i terapeutów, i jąkających się...

    @mono: bardzo dużo zależy nie od nastawienia, a od Ciebie, od tego jaki jesteś. Metody, które opisujesz, nie są dla wszystkich. To w zasadzie komunał, bo żadne metody nie są dla wszystkich... ale ta w szczególności :)
    neokid
    avatar
    Dodane dnia 03-11-2012 00:33 #5
    Niee, to nie tak. Dlaczego w ogóle wspominasz o akceptacji? Przecież ona ma się nijak to do tego co napisałem w komentarzu i do wypowiedzi Van Ripera. Zresztą Van Riper nie był jakimś wielkim zwolennikiem akceptacji, bo przecież inaczej nie wymyśliłby technik modyfikujących, a co za tym idzie w pewnym sensie maskujących jąkanie. Na akceptację stawiał jego współpracownik Wendell Johnson i między innymi przez różne poglądy na temat akceptacji w jąkaniu ich drogi się rozeszły. Wendell Johnson brał udział w terapii Van Ripera, a w pewnym momencie stwierdził, że nie potrzebuje tego, nie chce upłynniać mowy, bo jąkanie zawsze będzie z nim. Johnson stosował technikę zwaną bouncing, czyli najczęściej powtarzał jąkany dźwięk do momentu aż poczuł, że napięcie odpuściło i przechodził dalej. To jest pełna akceptacja. A techniki Van Ripera służą właśnie upłynnianiu mowy. Nawet w tym wywiadzie mówiąc o empatii powiedział: "Cierpię, kiedy widzę ostrą jąkałę, ponieważ wiem, że nie musi robić tego w ten sposób. Wiem, że może być płynny." Dlatego jak widać upłynnianie jest bardzo ważną częścią terapii modyfikacji jąkania. Ale równie istotna jest akceptacja.

    Dlatego tu również nie chodzi o akceptację czy płynność. Błądzisz synu, błądzisz! Szukaj dalej ;)

    A co umyślnego jąkania, to jasne, że nie mam na myśli niekompetentnego środowiska polskich logopedów. Zawsze patrzę na jąkanie z perspektywy materiałów, które czytam, no chyba że wyraźnie zaznaczam, że jest inaczej. A w tych często bardzo różnych materiałach niemal zawsze pojawia się umyślne jąkanie. Znam już tyle powodów, dla których warto je stosować, że nie mogę zrozumieć, dlaczego ktoś miałby powiedzieć, że to jest złe (tzn. z logopedów, bo jąkałom jest się oczywiście ciężko przełamać). A skoro jest to technika sprzed przynajmniej 70 lat i przez tak długi czas rekomenduje ją tak wielu prawdziwych specjalistów, to jest bardzo oklepana, ale i bardzo dobra. Jak widać po tym tekście ją także można i trzeba urozmaicać.
    dru
    avatar
    Dodane dnia 03-11-2012 10:17 #6
    Neo, piszesz, że ważną częścią terapii jest zarówno upłynnianie, jak i akceptacja. I w następnym akapicie, że nie chodzi ani (tylko?) o jedno, ani o drugie.

    Jak i w komentarzu, do którego nawiązywałem, zarzucasz przesadny nacisk na płynność; jako że alternatywą jeno akceptacja, do niej piłem.


    Show me the way, father ;)


    Thx za, nieznana mi, osnowę historyczną. Zdecydowanie bliżej mi do podejścia Charlesa, niż Wendella.
    neokid
    avatar
    Dodane dnia 03-11-2012 14:01 #7
    Ale zaraz, ja ciągle nawiązuję do tego od czego wyszliśmy, czyli do wypowiedzi Van Ripera o konieczności ciągłego odczulania, a przynajmniej do momentu wynalezienia lekarstwa na jąkanie, które je całkowicie wyeliminuje. Moje poglądy są w tej chwili zupełnie bez znaczenia. Jak na razie pokazałem, że Van Riperowi z całą pewnością nie chodziło tu o granicę w upłynnianiu oraz, że na pewno nie był zwolennikiem wyłącznie akceptacji. Dlatego właśnie napisałem, że nie chodzi ani o jedno, ani o drugie, mając na myśli przetłumaczoną i zacytowaną przez mnie wypowiedź.

    Jeszcze nawiązując do Wendella Johnsona, bo to wydaje się być bardzo ciekawe. Jakiś czas temu przetłumaczyłem fragment jego książki (bardzo lubię ten tekst), którą napisał, kiedy był jeszcze młody. Akurat w przetłumaczonym rozdziale tego nie ma, ale wtedy uważał, że jąkała doświadcza trudności bez względu na to czy się ich spodziewa, albo czy przejmuje się tym, że one się pojawią, czy może totalnie nie dba o jąkanie. Ogólnie jego pragnienie bycia płynnym nie mają żadnego wpływu na jąkanie. Potem kontynuując karierę na uniwersytecie Johnson zmienił swoje poglądy o 180 stopni. Wtedy już uważał, że jeśli osoba naprawdę przestałaby dbać o to czy się jąka czy nie, to jąkałaby się nieznacznie lub wcale. W 1945 zdefiniował jąkanie jako "wyczekiwana, lękliwa, hipertoniczna, unikowa reakcja." Wyłącznie reakcja... To wszystko było poprzedzone przeczytaniem książki Alfreda Korzybskiego "Science and Sanity," twórcy semantyki ogólnej. Jednym zdaniem chodziło o to, że większość ludzi nauczyło się używać słów w sposób, który tworzy i utrzymuje interpersonalne problemy, zamiast w sposób, który rozwiązuje te problemy. Potem w jego życiu zawodowym wszystko kręciło się wokół semantyki ogólnej i jego 'semantic theory'. Moim zdaniem to jest bardzo ciekawe i będę chciał kiedyś zgłębić ten temat.

    Dlatego jak widać, jeśli chodzi o jąkanie to niczego nie można być pewnym. To znaczy jednego jestem pewien, że polskie środowisko logopedyczne... aa zresztą kopanie leżącego jest nieeleganckie :D
    dru
    avatar
    Dodane dnia 03-11-2012 14:49 #8
    OK, rozumiem.

    Definicja jest świetna: jąkanie jako wyczekiwana, lękliwa, hipertoniczna, unikowa reakcja. Założenie też słuszne - akceptacja (rozumiana, idąc za definicją, bardziej jako eliminacja lęku, logofobii i wszystkiego, co w tym obszernym terminie się mieści). Zasadnicze pytanie jednak brzmi - jak to osiągnąć? Stricte intelektualną perswazją, tym bardziej autoperswazją, tym bardziej SŁOWNĄ, pojęciową (jeśli już o semantyce mowa) wpłynąć na emocje? Niewykonalne.

    Zostają tylko behawioralne metody - jak w przypadku każdej fobii.

    Środowisko logopedyczne... nie tylko ono zresztą... psuje się od głowy. Nawet trudno specjalnie zżymać się na terapeutów - zacznijmy od tych, którzy ich uczą. Chęciek np., że tak pierwszego z brzegu rzucę...
    dru
    avatar
    Dodane dnia 03-11-2012 14:51 #9
    ...akceptacja jako droga do (a jednak!) płynności.

    Wypadło mi to zdanie przez zbyt obszerną dygresję.
    neokid
    avatar
    Dodane dnia 04-11-2012 00:17 #10
    No nie wiem czy ona jest znowu taka świetna. Może i rzeczywiście oddaje to, jak my (dorosłe jąkały) "radzimy" sobie obecnie z jąkaniem, ale jakby nie ma przełożenia na początki jąkania u małych dzieci. Dlatego nie jest to do końca definicja problemu, ale faktycznie właściwie identyfikuje nasze nieprawidłowe reakcje. I właśnie reakcje na jąkanie są dużą częścią samego jąkania. Jakby to nie brzmiało, to tak jest. Teraz pytanie, jak zmienić te reakcje? Zapewne, aby zrozumieć punkt widzenia Johnsona musielibyśmy sięgnąć do książek związanych z semantyką ogólną, czyli książek Korzybskiego, Hayakawy i innych, a szczególnie do książki samego Wendella Johnsona "People in Quandaries: The Semantics of Personal Adjustment." Jeszcze tego nie robiłem, a czuję, że przyjdzie ten moment. A nawet jestem tego pewien. Być może już wtedy nie będzie chodziło o jąkanie.

    Wracając to modyfikacji reakcji, to myślę, że skupianie się na samych reakcjach jest stratą czasu, bo przecież to jest tylko następstwo czegoś. Trzeba spojrzeć na to co jest "wcześniej." Przykładowo na to jak postrzegamy problem i jak o nim myślimy. Wtedy wchodzą do gry procesy poznawcze i ogólnie kognitywistyka. Ja w tym temacie zupełnie raczkuję, ale myślę, że pójdę w tym kierunku. Bo jeśli chodzi o same techniki upłynniające/modyfikujące/maskujące jąkanie to wiem już chyba wszystko. Zresztą dużo tego nie ma. Wybrałem sobie możliwie efektywne dla siebie (tj. wspomniany bouncing i in-block) i je stosuję. Raz wychodzi lepiej, raz gorzej. Teraz mam wybór, albo się zatrzymać, albo szukać dalej. A nadal odczuwam ten osobliwy brak poczucia kontroli, nawet kiedy pozostaję względnie płynny... Coś tu jest ewidentnie nie tak i trzeba szukać. Myślę, że ten kierunek będzie ok. Nawet jeśli nie pomoże na samo jąkanie, to i tak skorzystam, przyda się życiu. Nie ma lekko :)
    dru
    avatar
    Dodane dnia 04-11-2012 02:00 #11
    Rozwojowa niepłynność mowy - jąkanie wczesnodziecięce - jąkanie. Trzeba rozróżniać te sprawy. My mówimy - piszemy, he he - o jąkaniu.

    Wiesz, nie musimy zrozumieć Johnsona, ani nikogo innego - oni to oni, my to my. Ja to JA.

    Życia nie starczy, by to zgłębić. Bo jeszcze tu psycholingwistyka, Chomski się kłania... Nie lepiej żyć, niż zgłębiać? Fajnie jest wiedzieć dużo, tak! Ale... czy znowu (jak zawsze) nie robimy z jąkania osi życia, wokół której wszystko się kręci? Prapoczątku, praprzyczyny, sensu i celu?

    Nie o to, zdaje się, w tym wszystkim idzie...
    neokid
    avatar
    Dodane dnia 04-11-2012 12:20 #12
    Jasne, że nie musimy, ale ja zwyczajnie chcę, bo mnie to interesuje (początkowo czytanie o jąkaniu i otoczce z nim związanej wynikało ze zwykłej potrzeby poprawy własnej mowy, ale teraz to wygląda inaczej). Zawsze warto poprawiać jakość swojego życia, zwiększać jego efektywność. Nawet Joseph Sheehan wspomniał o 78-letnim człowieku, który zanim umrze chciał poradzić sobie z problemem jąkania. Ten człowiek nawet w tak późnym wieku widział sens poprawy jakości swojego życia. Poza tym dochodzenie do czegoś od podstaw na własną rękę jest dobre dla marzycieli-lunatyków, jest przede wszystkim nieefektywne. Trzeba korzystać z pracy i informacji dostarczonych przez innych.

    Pytasz czy nie lepiej odpuścić sobie i żyć. Ale jak żyć, męcząc się jak większość jąkał? Jąkać się bezradnie? Udawać, że to nie jest ograniczenie, oszukiwać się? To jest moim marnowanie cennego czasu. Poza tym czym jest życie, kiedy człowiek się nie rozwija w różnych kierunkach? :) Zresztą zauważyłem, że taka praca przekłada się w pozytywny sposób na wiele innych rzeczy. No i ogólnie to jestem dobrze wykształcony w innej dziedzinie, więc zgłębianie jąkania jest tylko dodatkiem. Ale bardzo ważnym dodatkiem, z którego nie zamierzam rezygnować. Dlatego jeśli mnie pytasz czy to wszystko jest warte zachodu? Moja odpowiedź jest krótka: tak.

    Sprawę dobrze oddaje przemowa Jareta Grossmana, którą można znaleźć tu https://www.youtube.com/wat...k56VxaeqEQ
    Wszystko rozbija się o pojęcie produktywności, o wkładanie maksymalnego wysiłku, wykorzystywanie całego potencjału i poświęcanie mnóstwa czasu jakim dysponujemy. Podejmowania działań i co najważniejsze wykonywanie ich właściwie. Nie tyle ważne jest co robimy, ale jak to robimy. To jest recepta na sukces. I takie jest też moje podejście. Determinacja i wytrwałość są najważniejsze. Przy czym wytrwałość jest nawet trochę ważniejsza. Jakiś czas temu na studiach moja profesor, kiedy zacząłem jej marudzić, że projekt, którego się podjąłem jest trudny, skwitowała to zdaniem: "Bo życie jest trudne" :) I poświęciłem mnóstwo energii na zgłębienie i zrozumienie jakichś dziwnym artykułów, i zrealizowanie tego tematu, ale jak już skończyłem to było dla mnie jasne, że było warto.
    dru
    avatar
    Dodane dnia 05-11-2012 15:35 #13
    Ha, a więc jednak walka, nie akceptacja! Ground & pound, never tap! ;)

    Szło mi tylko o tę akceptację. Rozumiem ją bowiem jako życie - życie nie wbrew, nie obok, a życie z jąkaniem. Może i zabarwione odcieniem łagodnej rezygnacji, lecz bez oszukiwania się, ze świadomością wszystkich swych ograniczeń. Bez cierpienia. I bez czynienia z jąkania 'idei nadwartościowej', spiritus movens naszych działań...

    Trochę jak w tym aforyzmie: komunizm polega na bohaterskim przezwyciężaniu przeszkód, zupełnie nie znanych innym ustrojom. Czas zmienić ustrój, Neo! :)

    Bez wątpienia jąkanie nas ukształtowało. Ale dziś jesteśmy starzy, nie tak elastyczni, niepodatni - jąkanie już nas nie kształtuje, a tylko zniekształca. Nie złamie, ale zegnie, zwichruje.

    Tak to z metaforami - są mocne, lecz niewiele znaczą. Jeśli rozwijasz się dzięki zgłębianiu tematu - super! Podnoszę jednak pytanie, czy w jakiś sposób nie stajesz się - nie stajemy się poprzez, dosłowne, przywiązanie do tematu - jednostronni, jednowymiarowi.

    Łatwo pisać, nie znamy się. Nie bierz tego też personalnie, żadne osobiste wycieczki nie są mym zamiarem. Piszę także po to, by wyodrębnić i pojąć ten fenomen u siebie samego.
    neokid
    avatar
    Dodane dnia 05-11-2012 22:05 #14
    No i znowu ta akceptacja... A teraz jeszcze walka. Walka kojarzy się ze zmaganiem, a jak wiemy zmaganie się to najbardziej destrukcyjna część jąkania. Walczyć to sobie mogą osoby, które decydują się na terapię upłynniania mowy, w której zrywają z dnia na dzień z jąkaniem. A taka walka trochę mi przypomina jazdę z GPSem i wyznaczaniem najkrótszej trasy. Każdy kto tak robił dobrze wie jak to się kończy.
    Poza tym nie wiem jak możesz mieć problem ze zrozumieniem tego co rozumiem przez akceptację, kiedy jakieś trzy tygodnie temu wrzuciłem ten artykuł. Przecież przedstawiona definicja rozwiewa wszelkie wątpliwości i jednoznacznie pokazuje, że w tym rozumieniu nie mamy do czynienia z pasywną akceptacją. Jest to akceptacja, w której aktywnie poznajemy problem i podejmujemy działania. W tym podejściu to zdrowy rozsądek bierze górę nad emocjami (czyli podejście odwrotne do terapii kształtowania płynności, np. Arutunian, w której naiwni ludzie mówią "Woohoo, będę mówić trochę wolno, a potem przyspieszać i za rok już płynnie w normalnym tempem i nie będą żałosną jąkałą!"). To właśnie jest akceptacja w jąkaniu. Życie z jąkaniem, ale jednocześnie minimalizowanie jego negatywnego wpływu na nas. No i myślę, że jąkanie stanowi impuls do tych działań. Bo bez przesady, gdybym się nie jąkał, to przecież bym o tych rzeczach nie czytał.

    A co do tego komunizmu, to czym są te inne ustroje? Równie dobrze można je odbierać jako ludzi, którzy nie doświadczają tych trudności. I nawet jeśli oni stanowią 99%, to przecież nie oznacza to, że nie mam próbować bohatersko przezwyciężać przeszkód, tylko dlatego, że stanowimy margines. Napisałem 'stanowimy,' bo wiem, że większość jąkał napotykane na podobne problemy, tylko najczęściej oni nie potrafi ich zidentyfikować i nazwać.

    A sam temat jest rozległy, po części dlatego, że jąkanie jest problemem wielowymiarowym, więc jestem otwarty na różne pomysły czy idee, o ile oczywiście mają jakikolwiek sens. Jeśli dojdę do ściany i dojrzę w innym podejściu większy potencjał, to nie będę mieć problemu ze zrobieniem dwóch kroków w tył, aby potem wykonać zdecydowanie większy skok w przód. Dzisiaj pracuję w ten sposób i myślę, że to właściwa drogą, a jutro może się okazać, że trafię na lepszą. Trzeba aktywnie poszukiwać. Jest tyle różnych podejść, które z powodzeniem pomogły różnym grupom osób, że nie można się poddawać lub poprzestawać na tym co wiemy obecnie. Trzeba po prostu to właściwe dla nas podejście znaleźć, zrozumieć i zastosować. I będzie dobrze. Jak napisałem wytrwałość jest najważniejsza.
    dru
    avatar
    Dodane dnia 20-11-2012 16:34 #15
    Z pewnym opóźnieniem.

    Nadal chodzi mi o definicję akceptacji - albo ustalmy jedną obowiązującą, albo przestańmy terminu używać. Powyższa jest OK. Ale Twoja poniższa refleksja niejako temu przeczy: Pytasz czy nie lepiej odpuścić sobie i żyć. Ale jak żyć, męcząc się jak większość jąkał? Jąkać się bezradnie? Udawać, że to nie jest ograniczenie, oszukiwać się? To jest moim marnowanie cennego czasu..

    Bo widzisz, ja też pisałem o akceptacji. I o jej znaczeniu dla poprawy płynności - Ty konsekwentnie odrzucasz cel, jakim jest upłynnienie, aż do chwili, gdy podkreślasz jednak jej wagę (jak wyżej). Reaguję ostro, bo znam zbyt wielu ludzi, dla których walka z jąkaniem stała się sensem życia - co nijak ma się do akceptacji w żadnej, ale to żadnej z możliwych jej definicji.

    Nie lubię terminów, których znaczenia nie można ustalić. Trochę jak z miłością - wszyscy to robią, a jednak każdy trochę inaczej (że też pozwolę sobie uwydatnić aspekt aktywny) ;)

    Przy akceptacji jednak nacisk na aktywność trochę niepokoi. Akceptacja zakłada jednak dystans. Jak i ogląd swego problemu musi być dokonany z boku. Na zimno zatem. Pasywnie. I dopiero potem można działać. Po zatrzymaniu się. Aktywnie poznać problem? Kojarzy się z "rozpoznaniem bojem", vide: Lenino ;)

    Uważam za cenne co piszesz i tłumaczysz, jednak obawiam się, że często nie jest to rozumiane. Też nie zawsze, jak widzisz, chwytam, mimo że mocno-m zakorzeniony w temacie.
    neokid
    avatar
    Dodane dnia 20-11-2012 23:22 #16
    Po ponad dwóch tygodniach to nawet nie pamiętam o co tu się wszystko rozchodziło.
    Dla mnie znaczenie akceptacji w jąkaniu jest jasne i to jest akceptacja aktywna polegająca na podejmowaniu działań. Poza tym sam tego nie wymyśliłem tylko bardzo mądrzy ludzie i ja się z nimi zgadzam.

    Jeśli chodzi o upłynnianie, to uznaję jedynie upłynnianie przez modyfikację jąkania, a nigdy przez modyfikację płynności (dwa podstawowe i najbardziej znane podejścia).

    A co do ludzi, dla których walka z jąkaniem stała się sensem życia, to ja nie jestem taki jak oni. Podstawową różnicą jest ta produktywność, o której wcześniej wspomniałem. Ja zwyczajnie robię wiele rzeczy dobrze, a inni nie :)
    dru
    avatar
    Dodane dnia 21-11-2012 15:55 #17
    Modyfikacja jąkania - tak jest, o to chodzi!

    Na tym proponuję zakończyć tę wymianę zdań ;)
    Dodaj komentarz
    Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
    Oceny
    Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

    Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

    Brak ocen.
    Logowanie
    > Nazwa Użytkownika

    > Hasło

    Zapamiętaj mnie
    Zaloguj jako ukryty



    Rejestracja
    Zapomniane hasło?
    Ostatnie Komentarze
    virino
    dnia 02-10-2017 11:29
    Przyznam, że z zaskoczeniem, skonstatowałam, że Demostenes był dla mnie bardzo inspirującym miejscem...
    Przejdź do komentarza
    Ralph
    dnia 02-10-2017 08:18
    Tylko nie wybieraj opcji "nigdy" ... czekamy na pozytywne wieści ;)
    Przejdź do komentarza
    slawek_w
    dnia 24-07-2017 06:59
    Unikanie wypowiadania się tematem najbliższego spotkania. Data: środa (26. lipca), godzina 20:00. ...
    Przejdź do komentarza
    slawek_w
    dnia 17-07-2017 08:06
    Wpływ rodzaju wypowiedzi na płynność - o tym porozmawiamy w najbliższy piątek (21. lipca) o 20:00 na...
    Przejdź do komentarza

    > Więcej komentarzy <
    Popularne artykuły w ostatnich 6 miesiącach
    Katowice - otwarte forum dyskusyjne oraz wykład...
    Terapia poznawczo-behawioralna od ASRC – ...
    W oczekiwaniu na nową odsłonę strony...
    Terapia poznawczo-behawioralna od ASRC – ...

    Użytkowników Online
    Gości Online: 2
    Brak Użytkowników Online

    Zarejestrowanych Użytkowników: 2,581
    Najnowszy Użytkownik: Odeta
    Ostatnio na stronie
    maras k< 5 min
    BlueDay04:10:02
    Odeta22:51:15
    damen 1 dzień
    podomka 1 dzień
    p_kulis 1 dzień
    duszek97 1 dzień
    Rafi24 2 dni
    bigosik 2 dni
    bonio12345 2 dni
    Ralph 2 dni
    Karol924 3 dni
    moni 3 dni
    lyric1 3 dni
    Oraz 1 ukryty