Jąkanie: wielki paradoks – Joe Klein

0

ObrazekParadoks jest zdaniem lub ideą mówiącą, że jeśli jest ona prawdziwa, to przeczy logice i rozsądkowi. Możliwe, że najbardziej znanym paradoksem jest: „To zdanie jest nieprawdziwe”. Bez względu na to, jak na nie nie spojrzymy, to przeczy ono regułom.

Ludzie czerpią korzyści z reguł. Tworzenie reguł pozwala nam zrozumieć świat lub przynajmniej wierzyć, że go rozumiemy. Czasami jednak coś nie ma sensu i odpowiedź na problem może sama w sobie być problemem. Tak jest w przypadku jąkania.

Dla wielu z nas prawdziwym problemem w jąkaniu nie są słyszalne czy jawne jąkane zachowania takie jak powtórzenia krótkich segmentów wypowiedzi, przedłużenia, bloki lub zachowania wtórne. Problemem jest zmaganie się z tymi zachowaniami. Co stałoby się, gdybyśmy zaprzestali tej walki?


Artykuł jest tłumaczeniem fragmentu książki StutterBook, która została wydana przez StutterTalk. Więcej informacji o samej książce, w tym również, gdzie można ją zakupić, można znaleźć na stronie organizacji.


Wiele osób jąkających jest zaskoczonych zwiększoną płynnością mowy, gdy zostaną poproszeni o zaprezentowanie swojego jąkania, kiedy mówią bez obecności osób trzecich lub podczas oceny jąkania w gabinecie terapeutycznym. W tych sytuacjach jąkanie nie jest poddawane osądom lub oczekuje się od nas, że będziemy się jąkać. Kiedy znika powód, aby próbować być płynnym, znika również zmaganie. Niestety przeciwieństwo jest również prawdą: im mocniej próbujemy pozostawać płynnymi, tym większe napięcie i zmaganie, niezależnie od tego, czy ma to miejsce podczas prezentacji na zajęciach, rozmowy kwalifikacyjnej czy pierwszej randki.

To przeczy regule, szczególnie amerykańskiej regule, że ciężka praca i wysiłki prowadzą do sukcesu. W przypadku jąkania i oddychania wiemy, że dodatkowy wysiłek prowadzi tylko do większego jąkania. Relaksacja i pasywność, z drugiej strony, prowadzą do łatwiejszego wydychania i często zwiększonej płynności. Po przeprowadzeniu prezentacji o jąkaniu, w północnej części stanu Nowy Jork kilka lat temu, młody człowiek podszedł do mnie i zapytał, co robi źle. Rok wcześniej ukończył intensywną terapię mowy. Na początku był zdumiewająco płynny, ale po kilku miesiącach, pomimo ćwiczenia po dwie godziny dziennie, zaczął się jąkać coraz bardziej i bardziej. Zastanawiał się nad tym, co jeszcze może zrobić. W odpowiedzi powiedziałem mu, że może powinien był robić mniej. Może problemem nie był on sam, ale podejście terapeutyczne, z którego korzystał. Może największym problemem było to, jak bardzo nie chciał się jąkać i terapia, w której wziął udział, jedynie wzmocniła to pragnienie.

Ultramaratończycy to ci, którzy przebiegają długie dystanse, często 30 milowe lub więcej, czasami nawet 100 milowe biegi. Dwa pytania, które najczęściej otrzymują, brzmią „Dlaczego?” i „Jak?”. Nie będę udawał, że znam odpowiedź na pytanie dlaczego, ale częścią odpowiedzi na pytanie jak, jest zdolność wzniesienia się ponad to, co wykończyłoby przeciętną osobę.

„Nie możesz nienawidzić bestii i oczekiwać, że ją pokonasz. Jedynym sposobem na pokonanie czegoś, jak każdy wielki filozof i genetyk ci powie, jest pokochanie tego” (s. 125). Ten cytat pochodzi ze wspaniałej książki Christophera McDougalla, „Born to run”, opowiadającej o tajemniczym meksykańskim plemieniu, z którego wywodzą się najwięksi biegacze długodystansowi na świecie. Autor opisuje, jak biegacze długodystansowi są w stanie przetrwać te momenty, kiedy są tak wykończeni, że chce im się płakać. Jeśli próbowaliby walczyć z tym wykończeniem, ulegliby mu. Jednak jeśli w pełni obejmą swoje wyczerpanie, poczują je w pełni, pozwolą mu spłynąć po nich, są w stanie przeć do przodu.

McDougall podkreśla znaczenie „poluzowania chwytu na własnych pragnieniach, odłożenie na bok tego, co chciałeś i docenienie tego, co masz, bycie cierpliwym i niewymagającym” (p. 98). Są to trudne koncepcje, możliwe, że szczególnie trudne dla ludzi jąkających się.

Wielu z nas dorastało, nienawidząc swojego jąkania. W szkole podstawowej spędziłem wiele sesji terapeutycznych, ukrywając się w toalecie. Ostatnią rzeczą, jaką chciałem robić, była „praca” nad moim jąkaniem. Terapeuta mowy nie pomagał, moja nienawiści do jąkania i siebie również nie pomagała. Przeszedłem przez szkołę zmagając się okropnie z moim jąkaniem. Często leżałem w łóżku w nocy, mając nadzieję, że obudzę się płynny. Jeśli nie płynny, to przynajmniej niemową, ponieważ wtedy miałbym „prawdziwy” powód, aby nie mówić, a nie to straszne dławienie się, którego nie rozumiałem.

Po jakimś czasie porzuciłem terapię. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałem, było myślenie o jedynej rzeczy w moim życiu, której najbardziej nienawidziłem. Pewnego razu na początku liceum po szkole podeszły do mnie dwie ładne dziewczyny. Zapytały o to, gdzie jest mój przyjaciel. Stałem udając, że myślę, podczas gdy w środku się zablokowałem. Stały tak jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym popatrzyły na siebie, wzruszyły ramionami i odeszły. Tej nocy, podczas kolacji, powiedziałem matce, „Wiesz co, myślę, że chciałbym spróbować terapii mowy”.

Po raz pierwszy w cały moim życiu terapia mowy miała na mnie jakiś wpływ. Mój terapeuta był osobą, która mówiła otwarcie o jąkaniu i miała wiele doświadczenia z jąkającymi się klientami. Sama możliwość porozmawiania z kimś, kto rozumienie jąkanie jest ogromną pomocą. Niestety celem terapii nadal było bycie płynnym. I stałem się bardzo płynny na jakiś czas, a potem moje jąkanie powróciło. Następnie cykl powtórzył się jeszcze kilka razy.

Później wyjechałem do małej szkoły pomaturalnej, w której nie było dostępu do programu terapeutycznego, nadal wierząc, że jąkanie było złe, a płynność była dobra. Dla mnie jedynym sposobem na pozostawanie płynnym było unikanie dźwięków, słów i sytuacji. Spędziłem przyzwoity czas w szkole, ale mogę sobie wyobrazić, o ile lepiej poradziłbym sobie, gdybym zaledwie pozwolił sobie wtedy na jąkanie. Po ukończeniu szkoły wróciłem do domu mojej matki. Przekonałem matkę, aby zadzwoniła do mojego poprzedniego terapeuty, ponieważ sam nie chciałem, aby usłyszał mnie jąkającego się przez telefon.

Ta terapia była początkiem prawdziwej przemiany w moim życiu. Mój terapeuta poinformował mnie, że totalnie zmienił swoją filozofię wobec jąkania, kiedy byłem poza domem i że jest bardzo szczęśliwy, że będzie mógł ze mną znów współpracować. Podjąłem wyzwanie i przez kolejne dwa lata pracowaliśmy razem, aby pomóc mi w robieniu wszystkiego odwrotnie niż do tej pory. Zamiast pracować nad płynnością, pracowałem nad jąkaniem: poznawałem własne jąkanie, dowiadywałem się o osobach jąkających się i spotykałem innych jąkających się.

Teraz próbowałem się jąkać, zamiast próbować nie jąkać się. Zamiast mieć nadzieję, że nikt nie zauważy mojego jąkania lub moich niezdarnych prób uniknięcia go, zacząłem mówić wszystkim, którym mogłem, że się jąkam. Koncentrując się i przystępując do jąkania częściej niż kiedykolwiek wcześniej, stało się ono mniej ważne.

Porzuciłem pracę fizyczną, którą wykonywałem i ostatecznie podjąłem pracę w firmie ubezpieczeniowej jako przedstawiciel obsługi klienta, gdzie byłem na telefonie przez 40 godzin tygodniowo. Nie tylko rozmawiałem przez telefon, ale całe biuro było ogromną otwartą przestrzenią. Miałem swoją kabinę obok ośmiu innych przedstawicieli. Po jednej stronie od nas były osoby zajmujące się sprzedażą, a po drugiej osoby odpowiedzialne za rejestrację. Wszyscy słyszeli innych przez cały czas.

Jedynym sposobem na przejście przez to wszystko było powiedzenie każdemu i wszystkim, których spotykałem – przy kawie, kserokopiarce, na spotkaniach, gdziekolwiek – że się jąkam. Często rozmawiałem o moim jąkaniu, szczególnie w trudnych dla mnie momentach. Jednego razu rozmówcy nie spodobała się odpowiedź, jaką ode mnie otrzymał i zaczął robić sobie żarty z mojego jąkania. Po prostu to zignorowałem, a po zakończeniu rozmowy, stanąłem i oznajmiłem: „Ten człowiek właśnie zażartował sobie z mojego jąkania”. Natychmiast sześć głów wychyliło się ze swoich kabin i powiedziało, „To nie może być prawda”, „Jaki jest jego numer? Chcę z nim porozmawiać”, „Ludzie są okropni”.

W przeszłości wyśmiewanie z tego powodu załamałoby mnie. Ale zacząłem zdawać sobie sprawę z odwrotności tego, o czym byłem przekonany przez wiele lat. Jego naśmiewanie się miało niewielki związek ze mną, ale mówiło ogromnie dużo o nim. Ponownie, myślenie o jąkaniu i mówienie o jąkaniu przez cały czas, sprawiło, że stało się ono nieistotne. Podobnie jak czerwone włosy i jeśli ludzie chcieli z tego powodu naśmiewać się ze mnie, to świadczyło to jednoznacznie o ich własnych problemach ze sobą.

Przed podjęcie terapii mowy i zanim poznałem inne osoby jąkające, nigdy nie zdobyłbym się na odwagę, aby przyjąć pracę telemarketera. Nawet jeśli bym to zrobił, to próbowałbym pozostawać płynnym i z pewności nigdy nie powiedziałbym nikomu o tym, że się jąkam. Nie byłbym w stanie wykonywać mojej pracy, ponieważ martwiłbym się przez cały czas możliwością pojawienia się jąkania. Jednak zdanie sobie sprawy, że mogę wykonywać moją pracę skutecznie tylko jeśli się jąkam, zrobiło różnicę. Aby przekazać poprawne i kompletne informacje moim klientom, musiałem się jąkać. I dla mnie jedynym sposobem, aby zrobić to komfortowo, było pokazywanie wszystkim, przez cały czas, że się jąkam. W ten sposób, jeśli ktokolwiek miał problem z moim jąkanie, był to jego problem, a nie mój.

W pewnym momencie poprzedzającym moją podróż, na początku terapii mowy, kiedy wszystko zaczęło się układać, wyobrażałem sobie siebie stojącego na konferencji w National Stuttering Project (NSP; obecnie National Stuttering Association, NSA, największe stowarzyszenie samopomocowe w USA) i przemawiającego całkowicie płynnie i dopingującego innych do zrobienia tego samego. Jąkanie był czymś złym, a pozostawanie płynnym było czymś idealnym. Teraz wzdrygam się, kiedy spojrzę wstecz. Pamiętam moją rozmowę przy piwie z Russem Hicksem, nadzwyczajnym członkiem NSA, który powiedział, „Dlaczego niby miałbym chcieć być płynnym? 99% populacji jest płynna. Dlaczego niby moim celem byłaby przeciętność? To nie ma żadnego sensu”.

Zaraz, co? Musiałem to przemyśleć, ale on miał rację. Dlaczego ktoś miałby pracować bardzo ciężko na to, aby być przeciętny? Pomyślcie o młodym mężczyźnie, który podszedł do mnie w Nowym Jorku i który pracował po dwie godziny dziennie nad swoim jąkaniem. Wyobraźcie sobie, gdyby spędzał po dwie godziny, ucząc się innego języka, czytając książki lub będąc wolontariuszem w słusznej sprawie. Mógłby naprawdę coś osiągnąć i uniezależnić się od innych. Zamiast tego walczył ze wszystkich sił o to, aby być kimś przeciętnym. Moim celem terapii nie była już płynna mowa. Moim celem stała się skuteczna komunikacja, bez względu na to, czy się jąkam.

W końcu po dwóch dekadach zmagania się ze sobą zacząłem to pojmować. „Nie walcz z trasą… bierz to, co ma do zaoferowania” (McDougall, s. 111). Byłem jąkałą. Mogłem być, kim tylko chciałem i nadal być jąkałą. A nawet może mogłem być kimkolwiek chciałem, tylko jeśli się jąkałem.

Zacząłem być w stanie wprowadzać w mowę pojedyncze umyślne zająknięcia. Moja pierwsza próba z pewnością nie znajdzie się na liście „Najwspanialszych momentów w historii jąkania”. Wybrałem się do sklepu i siedziałem w samochodzie przez około dwadzieścia minut. Potem wszedłem do sklepu i krążyłem po nim przez kolejne dwadzieścia minut. W końcu udałem się do informacji i powiedziałem „Cz-cz-cze-cześć, moh-moh-mo-możesz mi p-p-p-powiedzieć gdzie jest GAP?” Kobieta wskazała ręką prawy kierunek i powiedziała mi gdzie iść. Poszedłem w mniej więcej tym kierunku, chociaż tak naprawdę nie miałem zamiaru odwiedzenia tego sklepu. Pomimo że trwało to zaledwie kilka sekund, odczuwałem doskonały nastrój. To był pierwszy raz, kiedy jąkałem się publicznie i nie odczuwałem zakłopotania.

Spędziłem całe moje życie w przekonaniu, że nie powinienem się jąkać. A wtedy zrobiłem to celowo. I to było wspaniałe uczucie.

Pobawiłem się z umyślnym jąkaniem jeszcze kilka razy, zanim udałem się na kolejne spotkanie NSP w Filadelfii. Opowiadałem o moich doświadczeniach z umyślnym jąkaniem i zaprezentowałem je na spotkaniu. Lokalne spotkania NSP były doskonałym miejscem na wypróbowanie wszystkiego, co robiłem na terapii w bezpiecznej i wspierającej atmosferze, jaką stwarzała grupa.

Po jednym ze spotkań jak zwykle udałem się coś zjeść z moim dobrym przyjacielem Lou Madonna. Powiedziałem mu, że zamierzam się „bardzo” jąkać podczas zamawiania jedzenia. Kiedy podszedł kelner, zacząłem się jąkać, „Cz-cz-cz-czy mogę proh-proh-proh-prosić o chuh-chuh-chu-chuh-cheeseburgera i …”. Jąkałem się dłużej niż kiedykolwiek wcześniej umyślnie, czy nieumyślnie. Przecież ten człowiek jest nazywany kelnerem (przyp. tłum. gra słów, gdzie w słowie „waiter” pojawia się „wait”, czyli czekać), prawda? Może poczekać.

Przez całe życie próbowałem się nie jąkać. A to prowadziło tylko większego unikania, ukrywania i większego wstydu. To był próżny cel. To był negatywny cel.

Wyobraź sobie, że budzisz się każdego ranka z celem, aby czegoś nie robić. Jeśli byłem w klasie, moim celem było nie mówić. Jeśli to byłem na imprezie w szkole średniej, to miałem tylko nadzieję, że żadna z tych ładnych dziewczyn nie zacznie rozmawiać ze mną. Po raz pierwszy w życiu miałem za cel robienie czegoś. Jako osoba jąkająca się, nie byłem w stanie mówić płynnie. Ale jako osoba jąkająca się, jąkanie było czymś, co mogłem robić. Jąkanie było czymś, czemu mogłem podołać każdego dnia.

Jako osoba jąkająca się i terapeuta mowy słyszę od osób jąkających się „Dlaczego powinienem jąkać się celowo? Przecież już teraz jąkam się przez cały czas”.

Istnieje wiele powodów, dla których warto jąkać się celowo. Jednym z powodów jest to, że zamiast próbować się nie jąkać lub w najlepszym razie nie przejmować się jąkaniem, przystępujesz do sytuacji z celem, aby się jąkać. To sprawia, że jąkanie w takich sytuacjach jest sukcesem, zamiast być działaniem negatywnym lub neutralnym. Umyślne jąkanie daje ci również moc i kontrolę nad swoim jąkaniem, coś, czego nigdy wcześniej nie doznałem.

Przywykłem już do pracy z dorosłymi klientami, którzy gdy są proszeni, aby pokazać, jak się jąkają, nie są w stanie zaprezentować wzorca swojego jąkania. Przez całe życie walczyli przeciwko jąkaniu tak bardzo, że nawet nie mają pojęcia, co robią, kiedy się jąkają. Umyślne jąkanie zmienia to. Nie tylko możesz stać się świadomy, ale możesz również zacząć zmieniać sposób, w jaki się jąkasz i możesz jąkać się w bardziej zrelaksowany sposób.

Wierzę, że osoby jąkające się mogą osiągnąć perfekcję w jąkaniu. Jednak aby to zrobić musimy użyć umyślnego jąkania wielokrotnie, może sto lub tysiąc, a może więcej razy. Tylko przez należyte jąkanie możemy poznawać nasze jąkanie i uczyć się wznosić ponad nie. Przez postępowanie w ten sposób wszyscy możemy stać się wielkimi jąkałami i wielkimi mówcami.

Autor: Joe Klein, Ph.D., CCC-SLP, Appalachian State University

0